W naszych czwartkowych wspominkach wracamy pamięcią do 2010 roku. Czasów, gdy ciężkie K-1 jeszcze elektryzowało fanów sportów walki na całym świecie. Plejada największych gwiazd tego sportu wzmocniona monstrualnym Alistairem Overeemem zapowiadała wielkie emocje i niesamowite boje. Właśnie tego dnia legendarny Peter Aerts postanowił przypomnieć sobie najlepsze lata i ponownie sięgnąć po najbardziej szanowane trofeum w kickboxingu. Na jego drodze stał jednak faworyt i czterokrotny zwycięzca turnieju, Semmy Schilt.

W ćwierćfinale ‘Holenderski Drwal’ stanął w szranki z mocno bijącym weteranem, ‘Mightym Mo‘. Pierwsza walka poszła dokładnie po myśli Aertsa, który porozbijał rywala swoimi firmowymi niskimi kopnięciami, doprowadzając w konsekwencji do przetrwania pojedynku w pierwszej rundzie. W międzyczasie swoje walki wygrali Gokhan Saki i Alistair Overeem. Czterokrotny triumfator turnieju, Semmy Schilt bez najmniejszych problemów uporał się z reprezentantem gospodarzy, Kyotaro Fujimoto. Prawdziwa walka dla Aertsa miała się odbyć dopiero w półfinale.

Obydwaj walczyli ze sobą już trzykrotnie, dwa razy wygrywał Aerts, ostatni raz trzy lata wcześniej w finale turnieju. Legendarnemu Holendrowi wytykano wiek i nikt specjalnie nie dawał mu większych szans na wygraną. Aerts jednak wiedział swoje i najważniejsze, że miał patent na ówczesnego dominatora ciężkiego K-1. Doskonale zrealizowany plan taktyczny przeciwko reprezentantowi karate ashihara połączony ze zmianą zasad, którą uniemożliwiała naciąganie głowy na kolano przez Schilta doprowadziła do tego, że sędziowie w większości punktowali rundy remisowo. Jeden z trzech arbitrów punktujących pojedynek nie wskazał zwycięzcy ogłaszając remis 29-29. Dwaj pozostali widzieli nieznaczną przewagę Aertsa w stosunku 30-29. Tym samym legendarny ‘Holenderski Drwal’ wyeliminował z turnieju największego faworyta do złota i po raz ostatni w karierze wspiął się na wyżyny swoich umiejętności sięgając absolutnego geniuszu kickboxingu.

Finał to starcie z bardziej przypominającym Hulka niż człowieka Alistairem Overeemem, który już w pierwszej rundzie rozprawił się z Aertsem. Zmęczonym Aertsem po wymagającej wojnie ze Schiltem. Można powiedzieć, że to legendarny Holender podarował zwycięstwo Overeemowi eliminując jego głównego rywala.

Niestety Peter Aerts już nigdy nie zawalczył tak dobrze jak na turnieju w Tokio. Późniejsze lata jego kariery to porażki z czołówką światowego K-1, przeplatane zwycięstwami z zawodnikami z niższej półki. Nie zmienia to jednak obrazu Aertsa jako inteligentnego kickboxera, który miał patent na Schilta, wieloletniego dominatora wagi ciężkiej. I takim go zapamiętajmy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here