K-1 World MAX od zawsze kojarzyło się z Masato, Bouakawem, Andy’m Souwerem i innymi wybitnymi fighterami do 70 kg. Jednak pod sam koniec istnienia „starego” K-1 postanowiono dopuścić do rywalizacji także tych nieco mniejszych gabarytowo. Część uczestników dwóch japońskich turniejów będzie dekadę później ważnymi postaciami podczas gal K-1 Japan Group. Dziś skupimy się na pierwszym GP, które miało miejsce w 2010 roku.

Na fali stworzenia kategorii w limicie do 63 kg w DREAM, organizator Fighting and Entertainment Group postanowił rozszerzyć formułę gal K-1 World MAX. Po udanych eksperymentach z młodzieżowymi walkami w ramach K-1 Koshien, zauważono, że nie każdy z tych nastolatków dobije do okolic 70 kg i będzie następcą Masato w skali 1:1. Dlatego też utworzono formalnie wówczas piątą kategorię (po -70 kg, -100 kg i +100 kg, oraz oczywiście open) w tzw. „starym” K-1. Japończycy mieli też nadzieję na płynne przechodzenie fighterów z DREAM, czyli z MMA.

Już dużo wcześniej robiono eksperymenty, bądź też wrzucano walki w niskich wagach jako superfighty, bądź pojedynki o tytuły np. ISKA na galach WGP czy MAX. Turniej z 2010 miał być jednak nowym początkiem i opcją poszukania nowych gwiazd, w perspektywie dość wczesnej emerytury Masato, który rękawice na kołku zawiesił w sylwestra 2009.

Należy wspomnieć o unikalnej formule otwierającej rundy, w której wystąpiło 22 zawodników. Organizatorzy zmodyfikowali nieco zasady. Zamiast finałowej eliminacji z szesnastoma uczestnikami w drabince, postanowili premiować awansem najlepszych w ich ocenie zwycięzców. Swoje dorzucili także fani, którzy głosowali na oficjalnej stronie. Praktycznie więc sama wygrana nie dawała przepustki do turnieju finałowego! Jak nietrudno więc policzyć, ośmiu miało iść dalej, dwóch dostawało miejsca w walce rezerwowej, a jeden… zostawał na lodzie. Teoretycznie jeden, ale o tym za chwilę.

Eliminacyjna gala odbyła się 2 maja 2010 roku w niewielkiej hali JCB (obecnie Tokyo Dome City Hall), która może pomieścić około 4 tysięcy widzów. Na starcie stanęli m.in. Yuta Kubo, Tetsuya Yamato, bracia Hirotaka i Koya Urabe i Kosuke Komiyama, którzy dzisiaj są co najmniej ważnymi, o ile nie kluczowymi postaciami w dzisiejszym K-1. Do tego dodać trzeba mistrza ISKA i modela Daisuke Uematsu, pogromcę Kida Yamamoto i jedynego niejapońskiego zawodnika w stawce Jae Hee Cheona, oraz Yukiego, który potem stanie się legendą RISE i rywalizować będzie m.in. w RIZIN. Mieliśmy również mistrza NJKF Yoshimichiego Matsumoto, czy Kizaemona Saigę, którego można kojarzyć z RIZIN, z walki w K-1 Koshien z Hiroyą i z… bardzo głośnej (byłej już) żony, która później wspierała go zza lin. Jeżeli do tego dojdzie walczący zupełnie nieszablonowo Haruaki Otsuki, czy przetransferowany z kategorii do 70 kg zawodnik taekwondo Keiji Ozaki, bądź nabytek z DREAM, DJ Taiki… no to mamy mieszankę wybuchową. Ciekawostką jest fakt, że miał w tym gronie znaleźć się promowany mocno na przyszłą gwiazdę HIROYA, ale starszy z braci Kawabe musiał… dokończyć edukację w szkole średniej. Niemała część uczestników to wychowankowie K-1, nastolatkowie, którzy jeszcze niedawno rywalizowali na zawodach i walkach dla młodzieżowców.

Jak należało się spodziewać, pierwsza runda stała na wysokim poziomie, chociaż, zupełnie inaczej, niż podczas dzisiejszych gal K-1, nokautów brakowało. Jedynie YUKI i Uematsu zakończyli swoje występy przed czasem. Oczywiście dostali miejsca w finałowej drabince, która zaplanowana została na lipiec. Skład finalistów uzupełnili: Matsumoto, Kubo, Ozaki, Saiga, Naoki Ishikawa i Yamato.

Szczęścia nie mieli Hirotaka Urabe i Shohei Asahara, którzy mimo odniesionych zwycięstw, nie dostali przepustek nawet do dwóch (jak się potem okazało) pojedynków rezerwowych. Jeszcze mało? Z czterech miejsc rezerwowych tylko jedno przypadło wygranemu z majowej imprezy. Był to Koya Urabe, który w „alternate bout” dostał Yujiego Takeuchiego, znokautowanego w eliminacji wysokim kopnięciem przez Yukiego. Druga rezerwówka to fajterzy, którzy w ogóle nie brali udziału w GP, a więc zapaśnik Kazuyuki Miyata z widowiskowo walczącym Kazuhisą Watanabe.

5 lipca miało wyjaśnić się, kto będzie pierwszym, historycznym zwycięzcą najniższej wagi w K-1. Gala została zorganizowana w większej hali kompleksu Yoyogi National Gymnasium w Tokio, mogącej pomieścić ok 14 tysięcy ludzi. Gwiazdą numer jeden okazał się Tetsuya Yamato. Malarz-robotnik, a poza tym ówczesny mistrz WMC, skończył wszystkich trzech rywali przed czasem tą samą techniką, czyli lewym sierpem! Co ciekawe, Japończyk jest zawodnikiem praworęcznym.

Turniej był efektowniejszy, niż gala, która miała miejsce dwa miesiące wcześniej. W każdej walce widzowie zobaczyli przynajmniej jeden knockdown. W finale Yamato zmierzył się z Kubo. Walka trwała do trzeciej odsłony i do momentu nokautu obaj zawodnicy zostali wyliczeni po razie. W trakcie jednej z wymian Yamato ustrzelił kolejnego przeciwnika lewym sierpem i został pierwszym triumfatorem GP do 63 kg.

Szybkie podsumowanie turnieju finałowego 2010, razem z kulisami (angielskie napisy):

Kubo po porażce chciał się bardzo zrewanżować swojemu pogromcy w kolejnej edycji, ale nie dane było im się spotkać. Zwycięzca z 2010 przegrał rok później przez decyzję w półfinale z Koyą Urabe, którego potem pokonał Kubo. Mimo, że dzisiaj obaj walczą w tej samej organizacji, nie mieli okazji do drugiego starcia.

Co było dalej? Do trzeciej edycji, ani do planowanego turnieju światowego już nie doszło. FEG, czyli spółka zarządzająca K-1 po prostu zbankrutowała. Przekonał się o tym m.in. Michał Głogowski, który w 2011 roku doszedł do półfinału MAX, ale obiecanych pieniędzy nie zobaczył. Wkrótce nazwę wykupili Hongkończycy, którzy próbowali sami odbudować legendarną markę pod szyldem K-1 Global. Po wielu perypetiach i użyczaniu jej różnym podmiotom, prawa trafiły do Krush. Lokalna, japońska organizacja od 2014 stopniowo zwiększała jakość, liczbę i rozmach gal pod nową nazwą, K-1 stawiając na szczycie hierarchii, zaś swoje dotychczasowe gale ustanawiając jako zaplecze. Wkrótce dołożono także zawodową rozwojówkę pod nazwą Khaos, tworząc razem z amatorską przybudówką czteroczęściowe K-1 Japan Group. Od samego początku postawiono na niskie kategorie, czyli od 70 kg w dół, limity zmieniając co 2,5 kg, aż do 55 (w przypadku Krush nawet do 53 kg). Od 2018 pierwszą galą w roku jest spektakularna K’Festa w głównej hali Saitama Super Arena, na której zobaczyć mamy okazję większość największych obecnych gwiazd organizacji.

Nowe K-1 to rozwinięcie idei rywalizacji do 63 kilo i dania szansy tym, którzy jeszcze kilka lat wcześniej nie mieli szans zaprezentować się przy większej publiczności, bo byli najzwyczajniej za mali. To również ciągłe zbieranie plonu, zasianego lata temu przez FEG, które dzięki szalenie popularnym zawodom i galom K-1 Koshien, „wyprodukowało” sobie wychowanków. Dzisiaj oni wiodą prym w dzisiejszym K-1, jak bracia Urabe, Kubo, czy Masaaki Noiri.

To też pójście po rozum do głowy przez zarządzających, którzy skupili się na zasobach ludzkich, jakimi dysponują, a nie szukaniu gwiazd w cięższych wagach, unikając w większości rywalizacji z np. Glory. Kontynuacją ciągłości są również sami fighterzy. 5 z 22 uczestników rundy eliminacyjnej GP z 2010 roku do dzisiaj walczy w K-1 Japan Group. Obecnie K-1 jest jedną z najlepszych i najbardziej konkurencyjnych platform w kickboxingu od 67,5 kg w dół. Co prawda nie jest tak epickie jak gale pod rządami Kazuyoshiego Ishiiego i FEG, ale na pewno bardziej dostosowane do panujących realiów.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here