Przyjęło się mówić, że zarobki w MMA znacząco odbiegają od tych w K-1 na korzyść dla mieszanych sztuk walki. Twierdzenie to dotyczy zarówno niskiego, średniego oraz wysokiego poziomu rywalizacji. Czy tak jest na każdym poziomie ? Ja w stosunku do MMA zarabia się w największych światowych federacjach kickboxingu ? Zapraszamy do krótkiego, autorskiego opracowania tematu.

Artykuł jest zbiorem subiektywnych ocen autora, a dane w nim zawarte oparte są na własnych doświadczeniach.

Czy w UFC zarabia się lepiej niż w Glory ?

Trudność z porównywaniem zarobków w poszczególnych dyscyplinach, a nawet federacjach, polega na tym że zapisy kontraktowe dotyczące wynagrodzeń są co do zasady objęte klauzulą poufności. Jest to zrozumiałe i najbardziej korzystne wyjście zarówno dla zawodników jak i federacji. Jak mówi stare powiedzenie – dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach. Są oczywiście wyjątki – niektóre komisje w USA obligują federacje do publikowania wynagrodzeń i stąd np znane są zarobki zawodników UFC, ale też niektórych zawodników Glory. Czy można brać te dane za ostateczną odpowiedź ? Nie do końca.

W przypadku gali Glory 52 płace były jawne, jednak wciąż wiele osób poddaje pod wątpliwe dane wskazujące, że ukraińska gwiazda Pavel Zhuravlev walczył za 700 dolarów minus opłata licencyjna, a będący wówczas wschodzącą gwiazdą federacji Josh Jauncey zgodził się na walkę za 1000 $ + 2000 $ bonusu. Prawdopodobnie, w celu uniknięcia wysokich podatków, organizacja zawarła w kontraktach dodatkowe wynagrodzenie dla zawodników np za użyczenie wizerunku. Tego jednak nie wiemy.

Były mistrz Glory w wadze do 65 kg Gabriel Varga w swoim vlogu na Youtube przyznał, że za swój zawodowy debiut w 2009 roku i kolejne walki otrzymywał po 500 dolarów. Dopiero za 8 walkę otrzymał swój pierwszy 1000 dolarów. Walcząc już dla Glory brał udział w turniejach z nagrodami rzędu 20 lub 100 tysięcy dolarów dla zwycięzcy, jednak organizacja odeszła już od koncepcji 8-osobowych turniejów. Ostatni taki turniej odbył się w grudniu 2018 roku i zawodnicy w nim walczący mieli wypłaty zależne od kontraktów wcześniej podpisanych, a Ci przybywający do organizacji mogli liczyć na lepsze wypłaty w przyszłości, z uwagi na debiut w niełatwym turnieju.

Aktualnie z mojej wiedzy wynika, że zawodnicy walczący na kartach głównych Glory w ostatnim czasie otrzymywali wynagrodzenia mieszczące się w widełkach 5000 – 12000 $. Największe gwiazdy wspominały w wywiadach po opuszczniu federacji o wypłatach rzędu 20 000 – 30 000 $ za obronę pasa. Jak to się ma do zarobków na wejściu do UFC ? Nieźle, aczkolwiek w UFC na wejściu zawodnicy podpisują kontrakty opiewające na około 10 000 $ + możliwe bonusy, a więc w tym miejscu ogromna przewaga MMA jest widoczna.

W przypadku największych gwiazd także jest przepaść, bo w Glory wypłaty idę w setki tysięcy $, a nie w miliony jak to często ma miejsce w MMA.

Azjatycki oddech

Azja od zawsze kojarzyła się z K-1. W latach świetności tej federacji zawodnicy przywozili do Europy przysłowiowe walizki pieniędzy, choć nie zawsze. Artur Kyshenko do dziś nie został rozliczony za swoje turniejowe występy pod koniec świetności K-1 MAX i nie jest to odosobniony przypadek. Wielu zawodników wręcz mówiło głośno o nierozliczonych galach z “tamtych” czasów.

Dziś mówiąc Azja i kickboxing myślimy One Championship. Federacja, która wydaje się kierować tylko jednym hasłem – albo grubo albo wcale – podkreśla swoją wielkość na każdym kroku. Największe gale, największe gwiazdy, największa oglądalność oraz największe wypłaty. Czy wiemy jak duże? Niestety oficjalnie nie. Choć singapurska polityka fiskalna nakazuje publikowanie wyników finansowych (stąd wiemy o stratach Glory oraz One) to nie nakazuje ona publikowania wypłat zawodników. Poza oczywistymi nagrodami jak np 1 milion $ dla Giorgio Petrosyana za zwycięstwo (na raty) w turnieju.

Z zakulisowych informacji wynika, że One płaci bardo dobrze i nie szczędzi na komforcie zawodników. Enriko Kehl, który pokonując Buakawa został przecież mistrzem K-1 MAX w 2014 roku, stwierdził w rozmowie, że najlepsze wypłaty otrzymywał właśnie w One. Mówimy o zawodniku, który walczył dla Tatneft, Max Muay Thai, Kunlun Fight, WLF czy Bellator, więc ma bardzo szerokie horyzonty na zarobki w różnych federacjach.

Wspomniane Kunlun Fight potrafiło przywrócić z emerytury i zatrzymać na dłużej Artura Kyshenko, a ten nigdy nie ukrywał, że w ostatnich latach walczy tylko za bardzo dobre wynagrodzenia. Jednak chiński gigant był w tej kwestii bardzo nierówny. Za turnieje eliminacyjne zawodnicy otrzymywali wynagrodzenie rzędu 3000 – 5000 $/walka, a za superfighty największe gwiazdy dziesięciokrotność tych kwot. Wielu trenerów, także tych z największych klubów na świecie, wolało pojawić się w Chinach z mniej znanymi zawodnikami niż na większych galach w tym samym czasie, bo mogli liczyć tam na bardzo dobre wynagrodzenie. Z drugiej strony zdarzały się oferty dla europejczyków przebywających w Azji za kilkaset dolarów, poparte jedynie argumentem “ale zawalczysz na Kunlun”.

Jak porównać wynagrodzenie w MMA vs K-1 w Azji ? Na temat One nie mam żadnej konkretnej wiedzy. Kiedy Kunlun Fight szukało w przeszłości rywali dla zawodników MMA proponowali zawsze o niemal połowę mniejsze stawki niż europejskim zawodnikom K-1. Nie inaczej było z poszukiwaniami rywali dla aktualnej mistrzyni UFC Zhang Weili. Ówczesny matchmaker federacji wprost mówił o tym, że MMA to nie jest ich priorytet i nie chce w nie inwestować aż tak dużych pieniędzy.

Na zachodzie tak fajnie?

W “Europie”, a więc w Holandii, Niemczech, Francji czy na Słowacji w K-1 wypłaty są wprost uzależnione od ilości zawodowych walk, jaką stoczył zawodnik i pomijane są aspekty popularności czy umiejętności. Często spotykam się z przypadkami, gdzie rewelacyjni i bardzo popularni zawodnicy z dużym doświadczeniem amatorskim otrzymują propozycję walki za 300 € i ani grosza więcej bo “only few fights he has”.

Czy to uczciwe ? Zależy od prowadzenia kariery zawodnika. Jeśli odpuścił on starty amatorskie na rzecz C i B klasy to bardzo szybko może dojść do A klasy, gdzie wypłaty są już wyższe. Holendrzy, nawet Ci A-klasowi chętnie godzą się na walki za 1000 – 1500 € na mniejszych galach, a co ciekawe – często otrzymują możliwość walki tylko wtedy, kiedy są w stanie sprzedać np 2-3 stoliki VIP, a ich wynagrodzenie zależne jest wprost od ilości sprzedanych biletów. Tak, ten proceder jest o wiele bardziej powszechny w Holandii, niż polskie “sprzedawanie biletów przez zawodników”. Dopiero duże federacje, takie jak Glory, Enfusion czy Bellator Kickboxing pozwalają zarobić pieniądze w kwocie minimum kilku tysięcy Euro za walkę. Dla przykładu, za walkę w środku głównej karty walk gali Enfusion można spokojnie liczyć na wynagrodzenie w kwocie ok 1500 – 2000 €. W Glory minimalne wynagrodzenie to ok 2 000 euro.

System klasowy ma oczywiście swoje wady, szczególnie krzywdzący jest on dla zawodników przyjezdnych, którzy mają 100+ walk amatorskich, staż i niesamowite umiejętności, a trener gymu nie jest w stanie znaleźć dla nich walki. Taki zawodnik bardzo często do A klasy ma za mało walk zawodowych, a w B nikt nie będzie chciał się z nim zmierzyć z uwagi na wysoki poziom umiejętności.

Polska praca u podstaw

W Polsce obecnie panuje przeświadczenie, że w K-1 zarabia się grosze i często jest to prawda, szczególnie w przypadku początkujących zawodników. Jednak nieczęsto mówi się głośno, że wypłaty rzędu 500 – 1000 zł za walkę na początku kariery są standardem także w MMA. Celowo pomijam przypadki, w których zawodnicy walczą za darmo, bo jeśli nie robią tego z własnej woli (mając ku temu jakiś wyższy cel) to jest to patologia, która nie powinna mieć miejsca. Ogólnie można przyjąć, że zarówno w K-1 jak i w MMA dla zawodników początkujących na mniejszych galach standardem jest kwota 1500 zł za pierwsze zawodowe walki.

Pomijamy ekstrema takie jak nieistniejący już DSF, który za walki zawodników MMA w K-1 potrafił płacić po kilkadziesiąt tysięcy zł, nie zważając na żadne “biznesowe zwroty” z tak dużej inwestycji. Nieistniejąca już federacja przyzwyczaiła też w dużej mierze zawodników do odwrotności tego, o czym pisałem w akapicie o zachodzie Europy, a więc uzależniał wypłaty za walki zawodowe od osiągnięć amatorskich. Nie twierdzę, że to złe. Na pewno jest to “inne” niż obecnie pielęgnowany w Europie standard, co dało się zauważyć w ostatnich miesiącach działalności federacji.

Aktualnie wypłaty rzędu 3000 – 5000 zł i więcej za walkę dla dobrego zawodnika K-1 w Polsce są realne i nikogo nie dziwią, miejmy nadzieję że powoli staną się normą. Zdarzają się oczywiście także dużo wyższe wypłaty, ale mówimy tu o dosłownie kilku nazwiskach, często trzymających na biodrach pasy mistrzowskie i mających odpowiednie argumenty promocyjne. Jak się to ma do walk na zasadach MMA średniego i niskiego szczebla ? Porównywalnie. Oczywiście jeśli odsuniemy na bok wyższy szczebel, czyli FEN i KSW które płacą swoim pracownikom z głównych walk zdecydowanie więcej.

Wychodzi na to, że zarówno w K-1 jak i w MMA na początku drogi można zarobić porównywane kwoty. W MMA horyzont jest jednak o wiele bardziej “obiecujący”, bo największe federacje w Polsce płacą pieniądze, które jeszcze przez jakiś czas będą nieosiągalne w polskim K-1. Wynika to w dużej mierze z różnicy w medialności dyscyplin, ale też z zainteresowania kibiców i zasobności ich portfela. MMA ma odrobioną pracę domową z popularyzacji dyscypliny i regularnie przyciąga na hale komplet publiczności, która jest w stanie zapłacić więcej za bilet. Dzięki temu federacja może przeznaczyć większy % budżetu gali na wynagrodzenia, ściągnąć lepszych rywali, zapewnić jeszcze lepszą promocję wydarzenia. To naczynia połączone, w których zawodnik jest dla federacji tak samo jak federacja dla zawodnika.

W moim subiektywnym odczuciu K-1 w Polsce jest dziś tam gdzie jest czysto sportowe, pozbawione freakowej otoczki MMA.

Co zrobić by to zmienić ?

Promować. Promować dyscyplinę, promować siebie, promować sponsorów, promować sport.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here