Trzykrotny zwycięzca turnieju finałowego ciężkiego K-1, Remy Bonjasky przebywa na sportowej emeryturze. Przy okazji show w holenderskiej telewizji zawodnik pochodząc z Surinamu został zapytany o szczegóły związane ze światem kickboxingu. Weteran japońskiego K-1 opowiedział min. o zarobkach.

Same show opierało się na grze w bocce. Jest to włoska gra podobna do gry w kule. Razem z byłym kickboxerem wystąpił ex-tenisista, Raemon Sluiter. Ponadto do programu zaproszono również piłkarza Pereza. Podczas dyskusji o kobietach w sporcie w końcu zapytano Bonjaskiego o popularność kickboxingu. Wspomniano również o zarobkach:

– Każdy sport potrzebuje kogoś, kto przyciąga widzów. Im bardziej ktoś jest takim magnesem tym lepiej. Jest wtedy więcej widzów, kontraktów telewizyjnych, sponsorów i pieniędzy. Spójrzcie na Badra Hariego. Nigdy nie był mistrzem, ale to zły gość i dostaje przynajmniej tyle pieniędzy co Rico Verhoeven. A może nawet więcej. – odpowiedział Surinamczyk.

Były mistrz odpowiedział niezbyt konkretnie, więc dziennikarze ciągnęli go za język. Zapytano ile taki zawodnik jak Hari czy Verhoeven może zarobić na takiej walce:

– Tacy zawodnicy zarabiają od pół do miliona. Wszystko zależy od umiejętności negocjacyjnych. Ja negocjowałem swoją gażę razem z managerem i prawnikiem. To ja ostatecznie walczyłem i chciałem mieć pewność, że przyjęte ciosy będą odpowiednio wynagrodzone. Dobry manager potrafi dołożyć coś ekstra w kontrakcie. Sam dostawałem 50 tysięcy euro jak kogoś znokautowałem. Tak czy inaczej, granie złego gościa też jest dobrym biznesem. Mike Tyson odgryzł rywalowi ucho, bił żonę i zarabiał najwięcej pieniędzy. – skwitował Bonjasky.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here