Reprezentujący poznański Pretorium, Jędrzej Durski zwyciężył w walce o tytuł mistrza K-1 na gołe pięści organizacji Krwawy Sport. Udało mam się porozmawiać z fighterem z Wielkopolski, który nie do końca zrealizował plan taktyczny. Ponadto opowiedział nam o przygotowaniach do walk bez rękawic, planach na dalszą karierę sportową i komentatorską, którą niedawno rozpoczął.

MadFight: Jędrzej Durski mistrzem Krwawego Sportu. Jak to brzmi?

Jędrzej Durski: Witam wszystkich czytelników serwisu MadFight. Powiem szczerze, że ten tytuł brzmi dla mnie trochę kosmicznie. Z drugiej jednak strony jest tytuł, który chciałem zdobyć i to jest to osiągnięcie, do którego się przygotowywałem. Z jednej strony brzmi trochę filmowo, a z drugiej to właśnie to, o co mi chodziło.

MF: Widziałem na zdjęciach Ciebie z pucharem. Pas schowany?

JD: Niestety nie było pasa, tylko tytuł i puchar. Taki pas pięknie wyglądałby na półeczce, albo może jakiś naszyjnik z zębów. (śmiech) Nie wiem czy organizatorzy wyprodukują ten pas, czy nie. Ja jestem dumny z pucharu i tytułu.

MF: Jak dużo czasu miałeś na przygotowania do tej walki i jak różniły się one od przygotowań do walki w rękawicach?

JD: Jakoś w połowie sierpnia lub na początku sierpnia, już dokładnie nie pamiętam. Od razu dostałem propozycję walki z Dariuszem Rutkiewiczem. Co do samych przygotowań wyglądały tak, że zamiast rękawic bokserskich trenowałem w rękawicach do MMA. Chodziło o to, żeby dłoń miała mniejszą amortyzację niż w rękawicy bokserskiej, czyli po prostu o przyzwyczajanie się do walki bez rękawic. Z drugiej strony na tarczach trzeba wybić pewną ilość uderzeń, dlatego nie uderzałem gołymi rękoma. Ponadto miałem jeszcze dodatkowy program treningowy, właściwie program siłowy, który miał mi wzmocnić ręce przed tym startem.

MF: Program siłowy? Zdradź coś więcej.

JD: Wiesz, jest to autorski produkt, nie mój i jak ktoś usłyszy o tym, to jeszcze zarobi mnóstwo pieniędzy. (śmiech) A tak poważnie to niech to zostanie moją słodką tajemnicą.

MF: A jeśli chodzi o sparingi, to czy w stylu karate zrezygnowałeś ze sparingpartnerami z wszelkich osłon?

JD: Wręcz przeciwnie. Jeśli chodzi o sparingi to wiadomo, że wymagane jest bezpieczeństwo obu zawodników. Sparowałem w pełnym opancerzeniu, żeby jak najlepiej chronić swoje ciało w okresie sesji sparingowych. Sam element utwardzania ciała robiliśmy przy zastosowaniu innej metodyki treningowej.

MF: Dostałeś propozycję walki na gołe pięści. Co sobie pomyślałeś, zaraz po wysłuchaniu oferty?

JD: Bardzo się ucieszyłem. Uważam, że formuła walk na gołe pięści i formuła walk w małych rękawicach to jest taka widowiskowa przyszłość formuły K-1. Ja formułę K-1 bardzo lubię, można powiedzieć że kocham. Uprawiam ten sport już bardzo długo i moim zdaniem, ten sport swoją atrakcyjnością i widowiskowością przygasa. Myślę, że takie odświeżenie formuły poprzez mniejsze rękawice sprawi, że znów ludzie będą chcieli oglądać niesamowite walki w stójce. Co do samej oferty to na korzyść jej przyjęcia przemawiał fakt, że mogłem zostać historycznym, pierwszym mistrzem K-1 na gołe pięści w Polsce i zapisać się na kartach historii.

MF: Jak wspominasz sam pojedynek, który notabene trwał niecałą minutę?

JD: Pewnie nikogo nie zdziwię, ale bardzo mało pamiętam z walki. Mam jakieś przebłyski, pojedyncze akcje czy fakt że wchodziliśmy w wymiany. Jestem jednak z tych zawodników ktorzy muszą zobaczyć jeszcze walkę z perspektywy kanapy i wtedy będę mógł odpowiedzieć na Twoje pytanie.

MF: Sam plan na walkę różni się od planu na walkę w rękawicach?

JD: Fakt, dałem się ponieść słodkiej nutce awanturki, ale był plan na walkę. Naprawdę! Plan był w naszym mniemaniu optymalny pod kątem przeciwnika i uderzania gołymi rękoma. Natomiast za bardzo mnie poniosło i nie sprawdziliśmy, czy plan był skuteczny (śmiech)

MF: Walka nie dość, że odbywała się w klatce, to jeszcze zmniejszonej. Jak się czułeś w środku?

JD: Pierwsze co się rzuca w oczy to mało przestrzeni by pracować na boki lub do tyłu. Mocne zderzenie w tej klatce jest nieuniknione. I z tym zderzeniem i świszczącymi pięściami trzeba było się liczyć. Według mnie sam rozmiar klatki zagrał na moją korzyść. Dla kogoś, kto bardziej pracuje mobilnością i nogami w polu walki sam pojedynek w takiej klatce mógł byćby problematyczny.

MF: Jesteś już mistrzem, więc porozmawiajmy o przyszłości. Czy były już jakieś wstępne rozmowy po gali na temat obrony Twojego tytułu?

JD: Jesteśmy umówieni z organizatorami na telefon w tym tygodniu. Według mnie to rozsądny termin, gdy już emocje opadną. Ja jestem zainteresowany kolejnymi walkami dla organizacji Krwawy Sport i nie mogę się już doczekać planów na moje kolejne występy w klatce.

MF: Zostałeś pierwszym mistrzem K-1 na gołe pięści po superfight. Myślisz, że jest szansa, że zauważą Cię najwięksi promotorzy kickboxingu w Polsce jak HFO lub MFC?

JD: Mam nadzieję, że tak się stanie. Nie ukrywam, że walki w HFO lub MFC to marzenie każdego polskiego kickboxera. Będzie mi bardzo miło, jeśli stanę się obiektem takiego zainteresowania ze strony matchmakerów tych organizacji.

MF: Na koniec chciałbym Cię zapytać o Twoją rolę w sporcie poza ringiem, czyli komentowanie. Jak się odnajdujesz jako komentator zawodów Rympał na Fyrtlu i czy wiążesz jakąś przyszłość z komentowaniem?

JD: Może najpierw powiem, że Rympał na Fyrtlu to inicjatywa oddolna, liga organizowana przez trenera głównego Pretorium, Rafała Gabrysiaka. Pomysł, żebym ja to komentował z Joanną Pawlik wyszedł z tego, mimo że nie miałem szansy tego pokazać, to potrafię skleić ze dwa zdania (śmiech). Ponadto długo trenuje ten sport, więc oprócz gaduchy mam też co nieco wiedzy. Po pierwszej imprezie nasz duet okazał się strzałem w 10-tkę. Bardzo dobrze czuję się jako komentator. Uwielbiam komentować walki i bardzo lubię oglądać młodych zawodników w akcji. Nierzadko tacy początkujący zawodnicy pokazują naprawdę zaawansowany poziom. Ponadto z edycję na edycję ligii widzę jak dany zawodnik lub zawodniczka zrobili progres. Cieszę się, że mogę dzięki swojemu udziałowi w tym projekcie przyczynić się, chociażby w najmniejszym stopniu rozwojowi tej dyscypliny w Polsce.

Chciałbym podziękować kadrze trenerskiej klubu sportowego Pretorium za poświęcony czas w przygotowaniach, samym klubowiczom za wspólną pracę jaka pomogła mi osiągnąć ten sukces. Włodarzom federacji ‘Krwawy Sport’ za szansę żeby zawalczyć o historyczny tytuł.
Jakubowi Puchalskiemu za opieke dietetczną oraz ukochanej Małgorzacie Hybinskiej że zrobiła mi pyszne naleśniki które chodziły za mną przez cały czas robienia wagi 🙂
Jednocześnie zapraszam na kolejną edycję ligi Rympał na Fyrtlu, już 3 października oraz moje kolejne pojedynki w formule bez rękawic!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here